Jawne ceny nieruchomości: Czy każdy może sprawdzić, za ile kupiłeś mieszkanie?
- Maciej Muzyka

- 24 lut
- 3 minut(y) czytania

Ostatnie zmiany w prawie otworzyły szeroko drzwi, które dla wielu z nas powinny pozostać zamknięte z napisem „prywatne”. Od połowy lutego dostęp do Rejestru Cen Nieruchomości (RCN) stał się w pełni darmowy. W efekcie w internecie zaczęły jak grzyby po deszczu wyrastać portale, które masowo publikują dane o transakcjach. Z jednej strony to ukłon w stronę kupujących, którzy zyskują potężne narzędzie negocjacyjne. Z drugiej – potężny cios w naszą prywatność. Czy faktycznie Twój sąsiad może teraz sprawdzić, co do złotówki, ile zapłaciłeś za swoje M4?
Co dokładnie trafiło do sieci?
Autorzy nowelizacji prawa geodezyjnego i kartograficznego argumentowali, że zniesienie opłat wyrówna szanse na rynku i ułatwi kupującym zorientowanie się w realnych cenach. To standard w wielu państwach – np. we Francji działa rządowa baza DVF, a w USA portale takie jak Zillow pokazują historię cen bezpośrednio przy ogłoszeniach.
Jednak polska realizacja tego pomysłu budzi ogromne kontrowersje. W darmowym RCN (który czerpie dane bezpośrednio z aktów notarialnych) nie znajdziemy co prawda imienia i nazwiska kupującego czy sprzedającego. Znajdziemy tam jednak:
dokładny adres nieruchomości – w tym numer mieszkania;
powierzchnię, liczbę pokoi (izb) oraz kondygnację;
dokładną datę transakcji i zapłaconą cenę.
Jak słusznie zauważają eksperci Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych, połączenie dokładnego adresu z ceną sprawia, że identyfikacja, za ile dany właściciel nabył swój majątek, jest banalnie prosta. Wystarczy wiedzieć, kto mieszka pod danym adresem.
Czy to legalne? RODO i Konstytucja w obronie prywatności
Jako adwokat często spotykam się z pytaniem: "Panie Mecenasie, przecież to narusza moje RODO!". I rzeczywiście, z prawniczego punktu widzenia sprawa jest wysoce dyskusyjna.
Z jednej strony mamy przepisy wspierające transparentność (finansowane z podatków dane powinny służyć społeczeństwu). Z drugiej, Konstytucja RP w art. 47 gwarantuje nam prawo do prywatności, a w art. 51 zakazuje władzom gromadzenia i udostępniania informacji o obywatelach innych, niż jest to niezbędne w państwie prawnym. Pytanie, czy publikacja w internecie ceny Twojego konkretnego mieszkania jest „niezbędna”? Wielu ekspertów uważa, że absolutnie nie.
Co więcej, udostępnianie tych danych przez prywatne portale bez informowania o tym zainteresowanych osób może naruszać art. 14 ust. 1-3 unijnego rozporządzenia RODO. Właściciele takich portali często odrzucają wnioski o usunięcie danych, jednak prawnicy wskazują, że obywatele mają pełne prawo żądać ich wykasowania.
Światełko w tunelu: Rządowy portal „Dom”
Ciekawostką jest fakt, że równolegle Ministerstwo Rozwoju i Technologii pracuje nad własnym portalem „Dom”, który ma ruszyć w przyszłym roku. Choć cel jest ten sam (walka z asymetrią informacji i zawodnością rynku), wykonanie ma być zupełnie inne. Pod wpływem interwencji Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), rządowy portal nie pokaże cen pojedynczych mieszkań. Będzie prezentował jedynie średnią cenę obliczoną z minimum sześciu transakcji. Ten mechanizm ma zagwarantować anonimowość nabywców. Skoro więc sam rząd widzi problem i anonimizuje dane, dlaczego prywatne portale pobierające informacje z RCN mogą je publikować bez skrępowania? To luka, która prędzej czy później będzie musiała zostać załatana przez UODO.
Przykład z życia wzięty
Pan Tomasz w styczniu kupił mieszkanie w nowym apartamentowcu w Lublinie. Wynegocjował świetną cenę, ponieważ sprzedawcy zależało na szybkiej gotówce. Pod koniec lutego sąsiad z klatki, podczas przypadkowej rozmowy w windzie, rzucił: „No, widziałem w internecie, że ubił pan niezły interes na tym lokalu numer 14”. Pan Tomasz poczuł się odarty z prywatności. Nigdy nikomu nie chwalił się swoimi finansami, a teraz jego akt notarialny stał się de facto wiedzą publiczną.
Zadbaj o swoje bezpieczeństwo prawne
Obecna sytuacja prawna to klasyczne starcie dwóch wartości: prawa do informacji z prawem do prywatności. Jeśli czujesz, że publikacja danych o Twojej transakcji uderza w Twoje poczucie bezpieczeństwa, narusza Twoje dobra osobiste lub (w przypadku przedsiębiorców) tajemnicę przedsiębiorstwa, nie musisz składać broni.
Czy wiesz, jakie masz możliwości prawne w walce o usunięcie swoich danych z sieci?
Zapraszam Cię na darmową, 15-minutową konsultację wstępną online. To niezobowiązująca rozmowa, podczas której na chłodno, bez prawniczego żargonu, ocenię Twoją sytuację i podpowiem, jakie kroki możemy podjąć, aby chronić Twoją prywatność.





Komentarze